Czy mogę w czymś pomóc?

To najczęstsze pytanie, które zadają osoby pracujące w sklepach z odzieżą. To prawdziwa mantra, rodzaj gry wstępnej z klientem. Słusznie można sądzić, że w ten sposób zaskarbiasz sobie sympatię ewentualnego kupującego, zwłaszcza jeżeli jesteś piękną kobietą o miłym aksamitnym głosie i ładnym uśmiechu. Przeważnie tak jest. Wszystko dokładnie przećwiczone na godzinnych szkoleniach, chyba, że posiada się naturalne predyspozycje w tej materii, wtedy szkoda czasu na tego typu detale. Ale tym, co najbardziej mnie wkurza, to moment kiedy jeszcze nie przekroczyłem progu sklepu a już widzę nadchodzącą ze sztucznym uśmiechem przyklejonym do twarzy, z naprzeciwka pracownicę. Od razu mam ochotę odbić w bok. Myślę sobie – co u licha, czy to jakieś gry erotyczne, mające na celu odarcie mnie z oszczędności trzymanych w kieszeni? Bywa to irytujące. Jakbyś nie mógł mieć chwili na rozglądnięcie się po sklepie. Rozumiem, że taka specyfika pracy ale później jak się już przyczepi, to czai się bezustannie za Twoimi plecami, czekając tylko na moment wątpliwości lub niezdecydowania. Psychologia wyższego stopnia – chodźcie do sklepu z żonami, przynajmniej gesty są szczere.

  • No Related Post