Kurs prawa jazdy
Dojazdy do pracy i powroty zajmowały mi jakieś trzy godziny dziennie. Jak nietrudno policzyć, było to 60-65 godzin w miesiącu, które spędzałem na przemieszczaniu się środkami komunikacji miejskiej. Można rzec – czas stracony. Próbowałem coś czytać lub planować dzień pracy, ale po dwóch przystankach stałem zgnieciony w ospałym tłumie takich jak ja. Nadchodzi zima i coraz trudniej wstaje się, aby zdążyć na czas do pracy. Wychodzimy z domu, kiedy jeszcze jest ciemno i zimno, a wracamy, gdy już jest ciemno. Z zazdrością słuchałem opowieści w pracy o tym jak ktoś musiał drapać rano szyby, a ktoś inny znów tankował samochód o kilka groszy droższą benzyną. W końcu, gdy po raz kolejny spóźniłem się do pracy, zapadła decyzja: idę na kurs prawa jazdy. Od słów do czynów minęło jeszcze kilka tygodni i zrobiło się naprawdę zimno, gdy poszedłem się zapisać. Nauka jazdy Katowice szła mi bardzo sprawnie, ponieważ kiedyś już jeździłem trochę pojazdem samochodopodobnym. Kurs na prawo jazdy trwał niemal dwa miesiące i kończył się egzaminem wewnętrznym. Ten egzamin uświadomił mi, że wiedza i umiejętności to nie wszystko. Bardzo istotnym problemem jest stres. Należy go opanować i zdusić w zarodku, aby dobrze zdać egzamin na prawo jazdy Katowice nie rozpieszczają świeżego kierowcy i przejechanie przez rondo w godzinach szczytu to wyzwanie nawet dla starych wyjadaczy. Jeszcze nie odebrałem swojego prawa jazdy, gdy kupiłem samochód. Dokładnie taki, jakim jeździłem na jazdach: opel corsa. Mały, ekonomiczny, silniczek całkiem zrywny i ładny. Pierwsze chwile w samotności za kierownicą nie były przyjemne, bo – głupi – pojechałem od razu do centrum na pierwszą rundę. Jednakże od tej pory, droga do pracy skróciła się do kilkudziesięciu minut, a mrozy i śniegi już nie są mi już straszne. Mówię wam, walcie prosto do OSK Katowice, bo prawo jazdy otrzymuje się na całe życie. Warto poświęcić dwa, trzy miesiące na naukę jazdy, która daje nam ogromną niezależność.
05.listopada.2008 :: Motoryzacja