Mufy i nakretki
Gdzie, u licha, podziały się wszystkie nowe nakrętki pazurkowe i mufy, zastanawiał się pan Stanisław, właściciel sklepu z materiałami budowlanymi. Właśnie przyszedł bardzo wymagający klient, który prosi o nakrętki i mufy, a ich nie ma. Pan Stanisław miotał się dłuższą chwilę na zapleczu, sapał tam i wyrzekał. No cholera jasna, klął pod nosem dobroduszny pan Stanisław, jak potrzeba to ich nigdy nie ma, piekielne nakrętki pazurkowe i mufy. Oby je piekło pochłonęło! Tak denerwował się pan Stanisław, który był sprzedawcą od kilkudziesięciu lat i co nieco o nakrętkach i mufach wiedział, o ich paskudnej i podstępnej naturze. Chcąc nie chcąc pan Stanisław wylazł wreszcie z czeluści zaplecza i z zasępiona mina oświadczył, że mufy i nakrętki pazurkowe, oraz w ogóle wszelkie nakrętki wyszły, koniec, szlus, nie ma, finto. Będą jutro jeśli pan szanowny klient raczy znów odwiedzić sklep pana Stanisława. Niestety klientowi bardzo się spieszyło bo naprawiał akurat samochód i chciał to zrobić jak najszybciej. No trudno, pomyślał pan Stanisław, ale w sercu pozostał mu żal, że stracił taką okazję na zarobek. Klient pewnie pójdzie po nakrętki do tego sklepu na rogu gdzie sprzedaje ten młodzian, który myśli, ze wszystkie rozumy pozjadał bo popracował i pomieszkał kilka lat w Wielkiej Brytanii, zaoszczędził trochę pieniędzy i od razu otworzył wielki sklep, na jaki pan Stanisław musiałby pracować kolejne 30 lat. A niech to! Pan Stanisław miał jednak taką naturę, że długo nie łamał sobie głowy takimi rzeczami. Już za chwile przyszedł olejny klient i pan Stanisław sprzedał mu po bardzo dobrej cenie dwa śrubokręty krzyżykowe i pędzel malarski. Humor szybko mu wrócił. Kiedy zamykał wieczorem sklep miał poczucie dobrze spędzonego dnia. Zarobił pieniądze, porozmawiał sobie wesoło z kilkoma klientami, jakaś miła młoda pani uśmiechnęła się do niego serdecznie, a teraz wracał do domu, do żony, która pewnie zrobiła jego ulubione placki ziemniaczane, albo naleśniki, albo też racuchy. Żadne z tych dań nie gościło dawno na stole pana Stanisława i jego żony. Wyobrażał sobie to wszystko i nieświadomie się uśmiechał, a ludzie wokół odwzajemniali ten uśmiech. Życie było naprawdę piękne.